RSS
 

Dmitry Glukhovsky – „Metro 2033”

24 lis

W literaturze z kręgu szeroko pojętej fantastyki zaczytywałem się od wczesnej młodości. Poznałem dzięki temu wiele wizji. Wizji czasami wybitnych, często dobrych, ale też takich sobie i nie wartych poświęconego im czasu. Niewiele powieści (i to niezależnie od prezentowanego gatunku fantastyki) jest w stanie mnie zaskoczyć. Jeśli już to raczej negatywnie. Dlatego też ze sceptycyzmem przystępowałem do lektury Metra 2033. Zachwyty wyrażane przez sporą grupę czytelników, którzy postanowili podzielić się swoimi odczuciami w internecie, dodatkowo wzbudzały we w mnie swoistą rezerwę.

 

 

Moskiewskie metro to wielka sieć kolei podziemnej z ponad 300 kilometrami linii i 190 stacjami (dane z 2005). Tunele częściowo skonstruowane w taki sposób aby mogły służyć za wielki schron przeciwatomowy. Kompleks nie jest pozbawiony tajemnic. Trudno dostać się postronnym osobom do innych miejsc niż stacje, a niepotwierdzone istnienie tzw. Metra-2 wzbudza dodatkowe emocje. Dmitrij Głuchowski żywo interesował się tą tematyką. Nie jest więc szczególnie dziwne, że wykorzystał metro w swojej postapokaliptycznej wizji przyszłości.

Do zapoznania się z książką bardziej przekonała mnie narodowość autora niż tematyka w niej ujęta. Do dziś mam w pamięci (często niezwykłe i w pewnym sensie pionierskie) dokonania braci Strugackich na polu fantastyki. Postanowiłem więc zapoznać się z tym, co prezentuje obecne pokolenie rosyjskojęzycznych pisarzy. Nie ukrywam, że liczyłem na zbliżone klimaty. I muszę przyznać, że nie zawiodłem się.

Metro 2033 to powieść, którą (wzorem pewnego gatunku filmowego) można uznać za powieść drogi. Wędrówka głównego bohatera odbywa się po ograniczonej przestrzeni moskiewskiego metra (i częściowo, zniszczonymi ulicami Moskwy). Jednak nie tylko o fizyczną podróż (i misję do wypełnienia) tu chodzi. Niemniej ważna jest wędrówka wewnętrzna. Stopniowe poznawanie poszczególnych stacji, życia ludzi na nich zamieszkujących, mrocznych tuneli i mikrospołeczności zanurzonych w przerażającej rzeczywistości kształtuje charakter młodego bohatera. Nie obywa się bez grozy rodem z horrorów (popromienne potwory, zmutowana „broń bakteriologiczna”) i zagadkowego mistycyzmu. Obraz społeczeństwa po katastrofie nuklearnej jaki autor przedstawia czytelnikom jest plastyczny i stosunkowo przekonujący. Niestety nagromadzenie wątków może przytłoczyć (niektóre z nich nie są kontynuowane) a nawet przyprawić o zamęt. Czytać więc trzeba z uwagą aby się nie pogubić i w pełni docenić wizję pisarza.

Mimo pewnych mankamentów historia wymyślona przez Głuchowskiego zdobyła dużą popularność wśród czytelników. Na tyle dużą, że autor postanowił uruchomić projekt literacki pn. Uniwersum Metro 2033. W projekcie mogą (mogli) wziąć udział pisarze różnych narodowości, którzy akcje swoich postapokaliptycznych historii umieściliby w świecie „metra” (niekoniecznie w Moskwie). Do dnia, w którym piszę te słowa powstało kilkadziesiąt książek we wspomnianym przedsięwzięciu (nie wszystkie zostały przełożone na język polski). Czy warto poświęcać czas tym publikacjom? Kto chce niech czyta. Z pewnością znajdą się entuzjaści. Dla mnie jednak takie działanie to wątpliwej jakości „odcinanie kuponów” od popularności oryginału. Kolejne odsłony nie przyniosą raczej zaskoczenia. Stawiam bardziej na znużenie. Szczególnie, że sam autor pokusił się o coś w guście dalszego ciągu pt. Metro 2034, które notabene jest gorsze od pierwowzoru. O tym jednak przy innej okazji.

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

P.S. Powieść była także inspiracją do powstania kilku gier komputerowych

Dmitrij Głuchowski
Metro 2033
Insignis 2010
str. 592

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii recenzje książek

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Kat

    17 kwietnia 2014 o 07:37

    Hmm.. Strugackich szalenie polubiłam, ale jakoś z Głuchowskim się jeszcze nie zapoznałam. Może dlatego, że faktycznie nakociło się pozycji „z uniwersum Metro 2033″. Może jednak kiedyś trzeba będzie to nadrobić.

    I co muszę przyznać, faktycznie rosyjskojęzyczni pisarze mają coś w sobie, takie nienazwane, ale mają. Na półce czekają na mnie jeszcze dwa tomy „Rzeczy o zbłąkanej duszy” Sadowa, może po nich łatwiej będzie mi zdefiniować to coś.