RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2017

„Wołanie Kukułki”, czyli kryminał w świecie mody

26 kwi

wkuku

Ludzie piszą książki z różnych powodów. W przypadku literatury uznawanej za popularną może być to chęć zdobycia rozgłosu/prestiżu, potrzeba przekazania jakiejś historii, czy też swoista odskocznia od rzeczywistości. Niektóre gatunki zwiększają szanse na uzyskanie szerokiego grona odbiorców. Wielu autorów próbuje więc swoich sił. Efekty są różne.

Nie tak dawno świat literatury zelektryzowała wieść o pojawieniu się na rynku nowego autora kryminałów. O Wołaniu kukułki mówiło się jednak głownie w kontekście utrzymywania w tajemnicy prawdziwego autora powieści (kto ukrywa się pod pseudonimem Robert Galbraith). Agent pisarza nie zdradzał kto zacz ( tłumacząc się podjętymi zobowiązaniami). Sprzedaż Wołania kukułki była jednak na tyle mizerna, że agent postanowił ujawnić kto jest prawdziwym autorem. Słupki statystyczne nagle skoczyły, bo książkę napisała znana osoba, poruszająca się jednak w zupełnie innym kręgu literatury. O tym jednak na końcu tekstu.

Powieść nie grzeszy zbytnio oryginalnością. Czytelnik otrzymuje dość standardowy kryminał z prywatnym detektywem w roli głównej. Były wojskowy z problemami osobistymi i zdrowotnymi prowadzi własną agencję detektywistyczną. Nie przelewa mu się. Nie stać go nawet na profesjonalną sekretarkę (zatrudnia osobę z agencji pracy tymczasowej). Sypia w biurze. Kiedy trafia mu się nietypowa sprawa, mimo sceptycyzmu podejmuje się jej. Dochodzenie jest dość ślamazarne. Jedynym w sumie ciekawym elementem jest przekonujące przedstawienie świata mody modelingu niejako „od kuchni”. Główny bohater nie pasuje do tego świata, ale jako człowiek nie związany w żaden sposób z branżą nie wzbudza nieufności. Londyńskie klimaty też nie są bez znaczenia, budują nastrój (możliwe chandlerowskie skojarzenia). Niestety powieść powiela wyprany schemat: ofiara, dochodzenie, wykrycie sprawcy. Wołanie kukułki nie zaskakuje. Umiarkowanie trzyma w napięciu, zawiera kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji i może zaskoczyć zakończeniem (choć uważny czytelnik zdoła je przewidzieć). Nie będę jednak zdradzać szczegółów aby nie psuć przyjemności potencjalnym czytelnikom. Jak dla mnie sprawnie napisany kryminał. Nic poza tym. Do poczytania do poduszki jak znalazł.

Na koniec wyjaśnienie tajemnicy przedstawionej na początku tekstu. Któż to taki ten Robert Galbraith? To J. K. Rowling, autorka cyklu o Harrym Potterze. Po Wołanie kukułki sięgnąłem już po ujawnieniu autora. Fakt ten jednak nie był głównym powodem (nie miał dla mnie tak naprawdę znaczenia, byłem ciekaw samego kryminału) zainteresowania książką. Jednakże w powyższym świetle postać sekretarki występującej w powieści uzyskuje ciekawy wydźwięk. Sekretarkę Robin można uznać za alter ego Rowling.

Grzegorz Cezary Skwarliński ©
recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Wywrota.pl

 

„Orzeł bielszy niż gołębica”, czyli powstanie styczniowe inaczej. 

22 kwi
  • Zaliczane do literatury fantastycznej historie alternatywne są różne. Czasami są to inne, dość prawdopodobne, wersje znanych nam dziejów. Wersje, które powstają na skutek zmiany pewnych wydarzeń z przeszłości (np. powieść „Wallenrod” M.Wolskiego). Czasami to wielce nieprawdopodobne opowieści, w których wykorzystywane są odkrycia lub wynalazki o tajemniczej/nieznanej bliżej proweniencji (np. powieść „Antylód” S.Baxtera). Czasami zaś otrzymujemy coś, co z początku wydaje się mało prawdopodobne, ale przy użyciu środków rodem z fantastyki nabiera ciekawego wydźwięku. Do tej ostatniej grupy zaliczyłbym powieść Konrada T. Lewandowskiego pt. „Orzeł bielszy niż gołębica”.  

    Historia opowiedziana przez autora jest z jednej strony fantazją z elementami steampunku, z drugiej strony całkiem  prawdopodobną opowieścią o innym przebiegu powstania styczniowego (temat dość odległy w czasie, ale do dziś budzący emocje). W wersji Lewandowskiego polski zryw niepodległościowy okazuje się zwycięski. Zwycięstwo jest jednak kruche i w dłuższej perspektywie niepewne. Z ułańską niemalże fantazją, podszytą dawką racjonalizmu, autor kreuje intrygującą wersję historii powstania i walki o utrzymanie niespodziewanego sukcesu. Bezwzględna wojna szpiegów, intrygi, niespodziewane zwroty akcji, niezwykłe ale prawdopodobne wynalazki (pędnia Łukasiewicza), polityczne „zapasy” i nieco naukowego „sosu” może sprawić, że wciągniemy się bez reszty w świat opisywany przez pisarza. Ciekawym zabiegiem jest powiązanie snutej opowieści z naszą rzeczywistością (co doprowadza do oryginalnego zakończenia). Nie będę jednak zdradzał szczegółów, aby nie psuć przyjemności z lektury.  

    Wbrew pozorom nie jest to powieść stricte rozrywkowa. Autor niejako pochyla się nad kilkoma polskimi wadami narodowymi. Szczególnie zwraca uwagę na nadmierny patriotyczny entuzjazm. Entuzjazm, który nie bierze pod uwagę realiów (i to nie tylko politycznych) europejskich.  Czytelnicy interesujący się historią znajdą w książce mnóstwo interesujących odwołań i „smaczków”. Dla mniej zorientowanych w tematyce na końcu książki umieszczono krótkie notki biograficzne postaci występujących na kartach powieści.  Krótka analiza zjawiska ruchu powstańczego i przybliżenie rozwoju techniki militarnej XIX wieku jest ciekawym uzupełnieniem. Warto też wspomnieć, że „Orzeł bielszy niż gołębica” ukazał się w serii wydawniczej „Zwrotnice czasu” (seria zawiera powieści, w których historia Polski potoczyła się nieco inaczej niż jest nam to znane). Przyjemnej lektury. 

    Grzegorz Cezary Skwarliński © 

    „Orzeł bielszy niż gołębica”  

    Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2013  

    Str. 424  

      

     

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek