RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

„Przypadkowy zabójca”, czyli co słychać w szerokim świecie

03 kwi

Nowa powieść Tomasza Mroza niesie ze sobą nową jakość i… zmianę miejsca akcji. Wprawdzie kulminacja następuje w znanym miłośnikom prozy pisarza środowisku, ale wszystko zaczyna się w Wielkiej Brytanii od tajemniczych indywiduów i ciemnych spraw, do których maluczcy nie powinni mieć dostępu. Szykuje się zamach na premiera.

mroz

Po czymś na kształt kryminału w postaci Przejścia A8 i czymś na kształt horroru w postaci Fabryki wtórów autor sięgnął tym razem po konwencję thrillera politycznego. Na swój sposób jednak tę konwencję zmienił. Dodał nowe elementy i okrasił specyficznym humorem. Nie zabraknie oczywiście komisarza Wątroby (tym razem w dwóch wersjach, nie jest to jednak wizja schizofreniczna) i charakterystycznego klimatu. Nagromadzenie pozornie niezależnych wątków i bohaterów może z początku przytłoczyć i wprowadzić pewną dezorientację. Autor jednak nie gubi się w opowieści. Umiejętnie rozwija fabułę i prowadzi akcję. Wszystko ostatecznie zazębia się ze sobą i zamyka nieoczekiwanym finałem. Niektóre zwroty akcji mogą wydawać się nieco przekombinowane. Mając jednak na uwadze wprowadzenie przez pisarza do tekstu elementów metafizycznych (np. istoty z „dołu” i „góry”; wiekowy, oporny, ale bardzo witalny demon) wydarzenia układają się w logiczną całość. Niejako przy okazji dowiadujemy się, że praca policji i służb specjalnych nie różni się zbytnio w poszczególnych krajach (zniechęcenie, frustracja, podejrzliwość między funkcjonariuszami, „haki” i spychologia). W odróżnieniu do poprzednich pozycji z „cyklu” nie spotkamy (z wyjątkiem jednego epizodu) na kartach powieści „gangu Stalowego”. Nie jest to jednak wielką stratą. Zbyt wiele się dzieje, choć mały niedosyt może być odczuwalny.

Przypadkowy zabójca nie stanowi wyraźnej kontynuacji poprzednich dokonań autora. Z powodzeniem może uchodzić za samodzielną całość. Jednakże znajomość wymienionych wyżej powieści z „serii” pozwoli na lepsze zrozumienie bohaterów i głębsze wejście w klimaty jakimi Tomasz Mróz uwodzi czytelnika. Śledzę od jakiegoś czasu twórczość autora i mogę powiedzieć, że każda kolejna historia jaka wychodzi spod jego pióra przyciąga mnie jak magnes.
 

(nie)przypadkowo wrażenia spisał
Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

Tomasz Mróz, Przypadkowy zabójca
Oficyna Wydawnicza RW2010 2016, e-book
 

Być może ktoś cię obserwuje, czyli „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins

24 lis

Do pracy dojeżdżam pociągiem podmiejskim. Czas dojazdu często wykorzystuję na czytanie. Nie zwracam szczególnej uwagi na rozwieszone na ścianach wagonu reklamy (nawet jeśli dotyczą jakiejś książkowej pozycji). Ostatnio jednak jedna z nich przykuła mój wzrok na dłużej. Powodem nie był ani tytuł – Dziewczyna z pociągu, ani informacja o tym, że to bestseller. To umieszczona na plakacie dwu-zdaniowa rekomendacja Stephena Kinga („Znakomity thriller. Nie mogłem się oderwać przez całą noc”) na temat książki wzbudziła moje zainteresowanie. Nie ufam wprawdzie takim „skrótowcom” (nie tylko z reklam, ale też umieszczanym na okładkach książek) na temat danej pozycji, tym razem postanowiłem jednak zaryzykować. Okazja do zapoznania się z powieścią pojawiła się szybciej niż przypuszczałem.

dzp

Dziewczyna z pociągu to prosta z pozoru historia opowiedziana z punktu widzenia trzech kobiet: alkoholiczki, szczęśliwej matki i bezdzietnej (nieco niezrównoważonej) mężatki. Losy bohaterek splatają się ze sobą w wyniku różnych wydarzeń, nie zawsze przypadkowych. Jak się zaczyna? Leniwie, jak dla mnie nawet zbyt leniwie. Brnę jednak dalej w przeświadczeniu, że dobry thriller buduje napięcie powoli. Nieśpiesznie i nielinearnie prowadzona opowieść jest trochę chaotyczna, tak jak chaotyczne jest życie bohaterek. Powoli poznaję ich przeżycia,rozterki, decyzje, obawy, lęki, wyobrażenia, oczekiwania, tajemnice. Gdzieś w tyle głowy czai się zwątpienie i szepcze, że powinienem przerwać, że nie warto czytać, że się wynudzę. Przewracam jednak kolejne kartki i ku mojemu zdziwieniu wsiąkam w opisywaną historię. Nie mogę się od niej oderwać mimo, że napięcie nie należy do wysokich (stopniowo jednak narasta do zaskakującego finału). Mógłbym pisać dalej, przybliżyć bardziej akcję powieści. Nie będę jednak psuł przyjemności z lektury czytelnikom, którzy zdecydują się sięgnąć po tę książkę więc milknę.

Thriller czy kryminał? Odpowiedź nie jest łatwa. Mało tu elementów, które kojarzę z wymienionymi gatunkami. Napięcie wprawdzie jakieś jest, jednak obecność stróżów prawa nazwałbym symboliczną. Moim zdaniem Dziewczyna z pociągu to swoiste studium psychologiczne utrzymane w duchu thrillera. Wiarygodnie opisane bohaterki (zwyczajne osoby,ale niemal namacalne, niejedna z nich mogłaby być osobą z naszego sąsiedztwa) to najważniejszy z atutów. Poza tym książka wzbudza trudny do jednoznacznego określenia niepokój. Oddziałuje w zaskakujący sposób na podświadomość. Rodzą się niechciane pytania. Czy przypadkiem ktoś nas nie obserwuje z okien pociągu (a może taka osoba siedzi właśnie obok mnie)? Czy nie wymyśla własnej historii naszego życia? Nie odkrywa naszych tajemnic? Zna nas bardziej niż tego chcielibyśmy? Nie dziwię się Kingowi, że nie mógł się oderwać przez całą noc.

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

Paula Hawkins
Dziewczyna z pociągu
Świat Książki 2015
str. 328
 

„Nazywam się czerwień”

07 sie

Tkwimy w kręgu zachodniej kultury przez co jest nam znana głównie literatura anglo-amerykańska, germańska, romańska i słowiańska. Dokonania literackie z innych obszarów kulturowych są słabo reprezentowane i często trudno dostępne. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że w świadomości zbiorowej są prawie nieobecne. Od czasu do czasu przebijają się jednak jakieś nazwiska. Czasami z powodu przyznanej nagrody Nobla, czasami z powodu jakiejś ekranizacji, czasami z powodu jakiegoś skandalu kulturowo-obyczajowego (np. Szatańskie Wersety Rushdiego). Rzadko bywa, że jakiś autor „wypłynie” bez wyraźnego powodu (oczywiście wyjątki istnieją, choćby Haruki Murakami). To co się dzieje w obszarze literatury w państwach islamu, z wyżej wymienionych powodów, jest w zasadzie dla większości z nas zagadką. Dlatego jak tylko nadarzyła się okazja, sięgnąłem do twórczości Orhana Pamuka. Powieść jaka wpadła w moje ręce do nowości nie należy (oryginał z 1998). Nie ma to jednak żadnego wpływu na lekturę. O jakiej książce mowa? O powieści Nazywam się czerwień

czerwien

Intrygujący tytuł nieprawdaż? Początek jest nie mniej intrygujący. Wprawdzie zaczyna się od morderstwa ale opinia trupa na temat mordercy i popełnionego czynu nie jest już standardowym posunięciem. Czy w ręku trzymamy więc kolejny kryminał (szczególnie, że coś na kształt śledztwa jest prowadzone)? A może powieść historyczną (akcja toczy się na terenie imperium osmańskiego pod koniec XVI wieku)? Można powiedzieć, że po części i to, i to. Traktowałbym jednak powyższe elementy jako swego rodzaju sztafaż literacki. Niezbędne wzbogacenie tła opowiadanej historii. O czym więc jest powieść? O miniaturzystach, ilustratorach osmańskich kontynuujących perskie tradycje i pewnej księdze (w zasadzie ilustracjach do niej), której wykonanie zlecił sułtan. Dzieło miało pokazać zachodniemu światu chwałę i potęgę władcy Imperium Osmańskiego ale ze względu na charakter stojący w opozycji do zasad religii muzułmańskiej (tekst ilustrowany miniaturami wykonanymi na zachodnią modłę, czyli sztuka figuratywna, a to w islamie jest zabronione) jego wykonanie jest utrzymywane w tajemnicy. Powstawanie owej księgi staje się pretekstem do ukazania ludzkich emocji, żądz (sława, pieniądz), rozterek (malować czy nie malować, ilustrować dla zysków czy dla sławy, czy indywidualny styl jest pożądany czy naganny) problemów i uczuć jakimi są targani bohaterowie. Oprócz zbrodni znajdziemy tu intrygę, tajemnicę, namiętny wątek miłosny, a nawet wstawki o filozoficznym zabarwieniu. Historia snuta jest przez wielu narratorów. Nie ma wyraźnie wyodrębnionego głównego bohatera. Poznajemy więc różne punkty widzenia. Nietypowe tytuły rozdziałów/części wskazują kto prowadzi w danym momencie opowieść. Szczególnie intrygujące mogą być przemyślenia wyrażane przez postaci (i rzeczy, wypowiada się nawet jedna z barw) pozornie nie mających związków z akcją ale mocno związanych z tematem miniatur. Poznamy m.in. co myśli narysowany pies, jakie zdanie ma szatan na temat ilustracji i samozachwyt czerwieni.

Niejako przy okazji autor opisuje stare perskie metody ilustrowania gdzie nie liczyło się idealne odwzorowanie rzeczywistości. Dążono do uchwycenia idei, esencji przedstawianego przedmiotu, zwierzęcia, itp. co pozwalało mistrzom malować nawet kiedy tracili wzrok (a tracili często w wyniku wieloletniego ślęczenia nad różnymi miniaturami).

Czytam różne powieści, poznaję różne historie. Niektóre z nich potrafią wciągnąć w swój świat do tego stopnia, że pochłaniam je w ekspresowym tempie. Są jednak pozycje, które z różnych powodów „smakuję” powoli. Nazywam się czerwień należy do tego grona. W tej powieści każdy szczegół jest ważny (jak w miniaturze) choć z pozoru może wydawać się inaczej. Nie ukrywam, że w przyszłości być może ponownie sięgnę po ten tytuł aby poszukać szczegółów, których nie odkryłem podczas pierwszego spotkania.

Czym więc jest Nazywam się czerwień? To powieść o sztuce, kulturze i twórcach tychże. Opowieść o kulturze odmiennej, nieeuropejskiej. Kulturze nie gorszej, choć też nie lepszej, po prostu innej. Elementarna wiedza na temat islamu może okazać się pomocna podczas lektury. Nie jest jednak niezbędna.

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

DigitalSimplyWorld – NEUTRINO

03 lip
Wielowarstwowa muzyczna opowieść w fantastycznych klimatach.

 

Czy płodność twórcy ma wpływ na jakość dzieł wychodzących spod jego palców? Na pewno. Czy prawdziwa jest jednak teza panująca w przestrzeni publicznej, że im więcej, tym gorzej? Czy duża ilość dzieł przedkłada się na ich gorszą jakość (i odwrotnie)? Ta reguła nie pokrywa się z działalnością wszystkich twórców. Można tworzyć niewiele i marnie, można tworzyć dużo i na dobrym, często wysokim, poziomie. W dziedzinie muzyki elektronicznej przykładem na to drugie jest działalność kompozytorska DigitalSimplyWorld.

Muzyk ten od lat konsekwentnie eksploruje elektroniczno-eksperymentalne obszary dźwięków. Kolejne płyty ukazują się jednak na tyle szybko, że trudno uważniej zapoznać się ze starszymi dokonaniami twórcy. Poświęcenie większej ilości czasu na takie dokonania jest jednak wskazane. I to nie tylko by docenić pomysłowość kompozytora. Wśród ostatnio opublikowanych przez DSW płyt na dłuższą uwagę zasługuje tryptyk opatrzony tytułem NEUTRINO.


machine

 

Pierwsza część cyklu może zaskoczyć swoim specyficznym brakiem muzyki (w powszechnym rozumieniu tego terminu). Ten brak jest jednak pozorny. Choćby dlatego, że wszystko jest muzyką (co kompozytor udowadniał płytą Tout Devient La Musique ). Mroczny ambientowy klimat „rozlewa się” na machine od samego początku i wymaga pewnego skupienia (uruchomienie wyobraźni podczas słuchania może być bardzo pomocne). Bliżej niesprecyzowane odgłosy, minimalistyczny rytm i industrialne barwy budują tajemniczy i nieco mroczny klimat. Drugi utwór przynosi nieco odprężenia dzięki swojej hipnotycznej rytmice i może zaskoczyć końcową recytacją. Nie jest to do końca dobry pomysł, ale biorąc pod uwagę cały tryptyk, taki zabieg ma swoje uzasadnienie.

 

passenger

Kolejna płyta z cyklu jest dość krótka i niesie ze sobą bardziej klasyczne (i mniej eksperymentalne) ambientowe klimaty. Monotonny rytm jedynej kompozycji może przywoływać skojarzenia z jakąś bliżej nieokreśloną podróżą… pociągiem. Całkiem ciekawe i nadspodziewanie uspokajające, ale szczególnie nie zaskakuje. To zwyczajna podróż. Czasami trzeba odbyć też takie.

 


operator

Trzecia płyta to coś na kształt słuchowiska. Recytowany tekst nie pozostawia zbyt wielu złudzeń. Jest to jednak część, która „wyjaśnia” całą dźwiękową opowieść i spaja ją w całość, więc nie należy się zrażać na wstępie. Podczas słuchania mogą pojawiać się różne skojarzenia związane z szeroko pojętą fantastyką. Mi osobiście przyszła na myśl pewna idea propagowana swego czasu przez nieżyjącego już Stockhausena polegająca na traktowaniu głosu ludzkiego jak każdego innego instrumentu muzycznego. DSW jest jeszcze daleki od tego. Pewne przesłanki jednak powstały i w przyszłości wszystko jest możliwe.

Całość wyszła całkiem interesująco. Jedna część dłuższa, dwie krótsze. Niemal jak w klasycznym tryptyku, w którym mniejsze składowe (np. skrzydła obrazu) stanowią uzupełnienie głównego dzieła będąc jednocześnie jego niezbędnym elementem potrzebnym do zrozumienia całości. Mogą oczywiście funkcjonować w oderwaniu jako samodzielne części, ale ich odbiór będzie wtedy niepełny.

Wszystkie części NEUTRINO istnieją w formie wirtualnej, dostępne są w internecie w postaci plików mp3. Taki znak czasów (klasyczna płyta CD to już niemal rarytas). Kompozytor dzieli się jednak swoją twórczością ze słuchaczami bez pobierania jakichkolwiek opłat. Idea wolnej kultury w praktycznym zastosowaniu (co jawnie stoi w opozycji do opinii „znawców” twierdzących, że za jakość kultury trzeba płacić).

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

NEUTRINO – machine

NEUTRINO – passenger

NEUTRINO – operator