RSS
 

Notki z tagiem ‘Baxter’

Steampunk w pełnej krasie, czyli „Antylód” Stephena Baxtera

25 paź

Steampunk to nurt stylistyczny w kulturze (literatura, film, komiks, moda). Odmiana fantastyki często uważana za odłam cyberpunku. Jednak w przeciwieństwie do cyberpunku technika otaczająca bohaterów jest oparta na mechanice, a nie elektronice. Steampunk nawiązuje do twórczości: Juliusza Verne’a, Herberta George’ Wellsa, Marka Twaina

2079246c_jpg-lg

Niemal każdy miłośnik literatury fantastycznej wie co to jest steampunk albo przynajmniej coś słyszał o tym gatunku. Niektórzy porównują ten nurt do cyberpunku. Moim zdaniem różnica jest jednak istotna (i nie chodzi tu o urządzenia techniczne). Powieści steampunkowe to tak naprawdę historie alternatywne, a nie wizje przyszłości. Historie osadzone w wieku pary i węgla gdzie bardzo ważną rolę odgrywają wszelkiego rodzaju przedziwne machiny napędzane niekoniecznie znanymi nam obecnie źródłami energii. Powieści zaliczane do tego gatunku są różne. Znajdziemy w nich mniej lub bardziej intrygujące pomysły, tajemnicze substancje i energie (odgrywające niebagatelną rolę w opowiadanej historii), dziwne postacie, rozbudowaną maszynerię (czasami aż do przesady). Antylód Baxtera idealnie wpisuje się w ten nurt, chociaż kiedy wizja ukazała się drukiem (wydanie brytyjskie 1993) o steampunku jeszcze nic nie słyszałem.

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec XIX wieku i jest na tyle wartka, że trudno oderwać się od lektury. Technika odgrywa oczywiście tutaj najważniejsza rolę, ale nie mniej ważne są wątki sensacyjne i społeczno-polityczne. Obecność przeróżnych, nieprawdopodobnych wręcz machin, nieoczekiwane wydarzenia i zwroty akcji oraz zaskakująca wyprawa na… Księżyc nieuchronnie kierują myśli ku twórczości Verne’a (trzeba przyznać, że klimat powieści jest bardzo zbliżony do dokonań tego pisarza, co pewnie było zamierzeniem Baxtera). Mimo tego autor Antylodu nie stroni od poruszania poważniejszych tematów. Baxter pokusił się nawet o swego rodzaju analizę stylu prowadzenia rządów (w opisywanym przypadku brytyjskich). Bohaterowie podczas jednej z wielu dyskusji spierają się nad tym, czy jeden naród ma prawo narzucać innym swój model państwa wykorzystując przy tym swoją przewagę technologiczną i ekonomiczną. W kontekście dzisiejszej polityki międzynarodowej Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej można uznać te wplecione w tekst przemyślenia autora powieści za swoistą antycypację.

Co można napisać tytułem podsumowania? Moim zdaniem Antylód to ciekawa pozycja rozrywkowa, która przypadnie do gustu wielu miłośnikom steampunku i przyjemnie wypełni czas wolny w niejeden jesienny wieczór.

 

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

artykuł pochodzi z portalu Wywrota.pl

 

 

Stephen Baxter
Antylód
polskie wydanie: Zysk i S-ka 2003
s.272
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek

 

Zanosi się na długą historię, czyli „Długa wojna” Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera

19 cze

Lektura Długiej Ziemi była dla mnie na tyle interesująca, że nie omieszkałem sięgnąć po dalszy ciąg historii ziemskich światów równoległych w postaci Długiej wojny. Nie ukrywam, że nazwisko jednego z autorów jest dla mnie ciągle nieustającym magnesem, więc sięgam niemal po wszystko sygnowane znakiem sir Pratchetta. Niestety druga część cyklu nie spełniła moich oczekiwań. Można nawet powiedzieć, że w pewnym stopniu mnie rozczarowała.

216310-352x500

Sięgając po Długą wojnę liczyłem na sporą dawkę niekonwencjonalnych pomysłów i humoru. Niestety nie znalazłem ich w opowiadanej historii (w szczególności charakterystycznej dla poprzedniej części ironii). Reaktywacja niektórych bohaterów (np. siostry Agnes) pewnie miała wprowadzić pewne humorystyczne urozmaicenie, ale moim zdaniem wyszło to mało ciekawie. Nagromadzenie luźno powiązanych ze sobą wątków również nie poprawia ogólnego odbioru. Niektóre z nich wydają się wręcz zbędne (np. wątek inteligentnych „psów-wilków”). Według mnie nie wnoszą nic istotnego do snutej opowieści. Były nawet momenty, kiedy nabierałem podejrzeń, że zostały dodane w celu uzyskania odpowiedniej objętości powieści. Tytuł książki też może okazać się mylący. Wojna w powieści jest jakaś mało wojenna, choć to akurat nie powinno być zaskoczeniem. Specyfika opisywanego ciągu światów równoległych powoduje, że i wojna jest inna niż wszystkie (można jednak wyłuskać z tekstu odwołania do amerykańskiej wojny o niepodległość). Zakończenie powieści pozostawia spore pole do kontynuowania cyklu. Sugeruje też powody, dla których ludzie uzyskali zdolność przekraczania do światów równoległych.

Jak można podsumować całość? Mam mieszane uczucia. Długa wojna z jednej strony jest dobrą, sprawną literaturą. Z drugiej sprawia wrażenie nie do końca przemyślanej kontynuacji. Będzie oczywiście grono niezadowolonych odbiorców jak i entuzjastów. Ci czytelnicy, którzy nie znają poprzedniej części cyklu, mogą mieć trudności ze zrozumieniem niektórych wątków. Niestety ta część wypada blado na tle jej do poprzedniczki. Ot, takie czytadło fantastyczne. Nic poza tym. Może w kolejnej odsłonie cyklu (Długi Mars) będzie lepiej.

 Grzegorz C. Skwarliński ©

 

Terry Pratchett, Stephen Baxter
Długa wojna
Prószyński Media, marzec 2014
str. 448

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek

 

Terry Pratchett, Stephen Baxter – „Długa Ziemia”

13 wrz
Sir Terry Pratchett to autor, który jest znany miłośnikom literatury fantastycznej, w szczególności fantasy o humorystycznym zabarwieniu. Twórczość pisarza może się podobać albo nie, rzecz gustu. Jednak jego cykl Świat Dysku zdobył ogromną popularność i rzesze oddanych czytelników. Niestety przez pryzmat tego cyklu często oceniamy twórczość sir Pratchetta. Twórczość, która jak się okazuje nie ogranicza się tylko do wspomnianego wyżej gatunku fantastyki. Niewielu czytelników wie, że pisarz tworzył w przeszłości także s-f (Ciemna strona słońca, Warstwy wszechświata). Nieco bardziej znane są kooperacje z innymi pisarzami. Produkcje te utrzymane są jednak w humorystycznym duchu (np. Dobry omen).

Temat rzeczywistości/światów równoległych był (i jest) często wykorzystywany w twórczości wielu pisarzy parających się fantastyką. Kolejna pozycja z tego kręgu na pewno nie przyciągnęłaby mnie aż tak bardzo gdyby nie nazwisko wspomnianego wyżej autora widniejące na okładce. Nie znałem wcześniej twórczości współautora książki – Stephena Baxtera, ale nie stanowiło to dla mnie przeszkody w zapoznaniu się z powieścią.

Powieść rozpoczyna się dość niepozornie i… nieco chaotycznie. Na szczęście jest to tylko początkowe wrażenie. Poszczególne fragmenty opowiadanej historii dość szybko dopasowują się i historia nabiera rumieńców. Równoległe wersje naszego świata są ciekawie i całkiem oryginalnie przedstawione. Niemal cała ludzka populacja (są oczywiście liczne wyjątki) może korzystać z dobrodziejstw innych rzeczywistości. Konsekwencje otwarcia/powstania Długiej Ziemi dotykają całą ludzkość. Poczujemy pionierskiego ducha o rodowodzie z czasów Dzikiego Zachodu, poznamy sytuację społeczno-ekonomiczno-polityczną jaka powstała w wyniku pojawienia się nowych obszarów zdatnych do zamieszkania. Dowiemy się też jakim cudem pewna maszyna została uznana za człowieka. Początki eksploracji nie są oczywiście łatwe. I to nie tylko z powodu dziewiczości alternatywnych Ziem. Dochodzą inne, zaskakujące problemy, o których pisać nie będę aby nie psuć przyjemności z czytania.

Na tym tle śledzimy losy kilku bohaterów. Najważniejszym z nich jest pewien chłopak o imieniu Joshua, który posiada naturalne zdolności przekraczania między światami. Motyw wędrówki jaki odnajdziemy w Długiej Ziemi jest może i lekko wyświechtany ale sprawnie poprowadzony. W głowie nie pojawiają się myśli typu: „gdzieś już to czytałem”. Ciekawie zostały wytłumaczone zagadkowe zniknięcia ludzi na pierwotnej Ziemi i skąd pojawiały się stwory znane jako trolle i elfy (notabene nie są wcale takie, jak każe nam postrzegać zbiorowa świadomość).

Moim zdaniem Długa Ziemia to ciekawa mieszanka powieści przygodowej, fantastycznej i… sensacyjnej. Akcja sprawnie poprowadzona, zaskakujące skojarzenia. Trzeba przyznać, że fabuła trzyma trochę w niepewności. Na tyle, że trudno oderwać się od lektury. Zasygnalizowane w powieści problemy dobrze wpasowują się w całość, ale nie zostały bardziej rozwinięte. Trochę brakuje im głębi. Nie jest to jednak żadna ujma dla opisanej historii. Nie jest to oczywiście rewelacyjna pozycja, ale też trudno przejść obok niej obojętnie.

Mimo tego Długa Ziemia może być dla wielu miłośników prozy sir Pratchetta pewnym rozczarowaniem. Nie jest to fantasy, nie wspominając o humorze. Jeśli już jakiś humor występuje, to jest subtelny i bliższy ironii niż dowcip znany ze Świata Dysku. Dla mnie to jednak miła odmiana.

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

Terry Pratchett, Stephen Baxter
Długa Ziemia
Prószyński i S-ka, 2013
str. 368
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek