RSS
 

Notki z tagiem ‘fotografia’

Modernistyczne klimaty, czyli wystawa w Muzeum Miasta Gdyni

01 paź

Czy architektura może być sztuką? Z pewnością, choć zdania w tej kwestii będą zróżnicowane, a grono sceptycznie nastawionych odbiorców będzie liczne. Wystawa prezentowana w Muzeum Miasta Gdyni może jednak zmienić postrzeganie. W tym konkretnym przypadku postrzeganie modernizmu (i jego odmian) w architekturze.

wystm1

Gdynia jako miasto powstawała i kształtowała swoją przestrzeń miejską w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Nie powinien więc dziwić fakt, że architektura miejska jak i industrialna starały się podążać za światowymi trendami, a nawet tworzyć własne. Charakterystyczne budynki i budowle, często nawiązujące do tematyki morskiej, stały się swoistą wizytówką miasta.

wystm3

Jednak dopiero stosunkowo niedawno zaczęto bardziej doceniać osiągnięcia w tej dziedzinie. Od kilku lat popularyzacją architektury modernistycznej zajmuje się miedzy innymi Agencja Rozwoju Gdyni poprzez swój Szlak Gdyńskiego Modernizmu (oraz archiprelekcje i spacery po różnych dzielnicach miasta). Muzeum Miasta Gdyni nie stroni od modernizmu (nawet budynek nawiązuje do niego). Jednak jak dotychczas w placówce odbywały się wystawy z większym naciskiem na historię i rozwój miasta niż samą architekturę. Wystawa pn. Narodziny Miasta. Gdyński modernizm w dwudziestoleciu międzywojennym jest inna. 

wystm55

Wystawa została zaaranżowana na dwóch ostatnich kondygnacjach muzeum. Ekspozycja z natury rzeczy gromadzi niemal same fotografie. Są to jednak zdjęcia, które nie były wcześniej prezentowane. Zostały pozyskane między innymi z archiwów w Waszyngtonie oraz Saint-Ouen (dotyczy to również materiału filmowego). Prezentacja nie jest szczególnie nowatorska moim zdaniem, ale dokładne opisy przyciągną uwagę niejednego zwiedzającego. Wystrój utrzymany w czerni powoduje, że powiększone fotogramy (odpowiednio oświetlone) pozytywnie wpływają na odbiór. Dodatkowo odwiedzający mogą obejrzeć ciekawy film na temat gdyńskiej architektury w zaimprowizowanym „kinie”. Ciekawym uzupełnieniem są modele niektórych budynków („łamią” niejako fotograficzną monotonię wystawy), a interaktywna świetlna mapa powinna spodobać się młodszym odbiorcom (tutaj niestety mały zgrzyt, kiedy zapoznawałem się z ekspozycją we wrześniu, mapa jeszcze nie działała w pełni, ma być uruchomiona niebawem).

wystm44

Na koniec mała refleksja. W internecie często spotykam się z opiniami różnej maści malkontentów, którzy nie widzą sensu w promowaniu raczej młodej i „surowej” architektury jaką jest modernizm. Mam jednak cichą nadzieję, że jakaś część tej grupy odwiedzi wystawę i mimo wszystko zmieni zdanie.

zwiedzał, fotografował i wrażenia spisał
Grzegorz Cezary Skwarliński ©
 

     wystz1

P.S.
Na wystawie odnalazłem swoje zdjęcie (jest elementem interaktywnej mapy świetlnej), które jest tam obecne w wyniku współpracy ARG (organizator konkursu Gdyński modernizm w obiektywie) i MMG
 
 
 
 
 
 
 
Narodziny Miasta. Gdyński modernizm w dwudziestoleciu międzywojennym
(18.09.2014 – 31.12.2014)
kurator: dyrektor MMG Jacek Friedrich
aranżacja: Gary Johnson (Szkocja)
Patronat honorowy nad wystawą objęli:
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Małgorzata Omilanowska
Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk
Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek
 
 
 
1 komentarz

Napisane w kategorii wystawy

 

Wystawa „Wejherowo… z innej perspektywy”

27 sie
Położenie Wejherowa blisko dużej aglomeracji (dobrze skomunikowane) nie sprzyja intensywnemu rozwojowi kultury. Miasto niestety coraz bardziej spełnia rolę sypialni większego sąsiada.

Dla sporej grupy społeczeństwa słowo prowincja ma wydźwięk pejoratywny. Kojarzy się często z zaściankowością i pustynią kulturalną. Jest to typowe generalizowanie, które z prawdą ma niewiele wspólnego. Oczywiście prowincja prowincji nierówna. Jednak wbrew wszelkim pozorom wiele interesujących wydarzeń kulturalnych ma na niej miejsce.

Wejherowo to średniej wielkości miasto (ok. 50 tys. mieszkańców) położone niedaleko Trójmiasta. W pewnych kręgach uważane jest za stolicę Kaszub, choć według mnie jest to raczej „chwyt marketingowy” niż rzeczywistość. Położenie blisko dużej aglomeracji (dobrze skomunikowane) nie sprzyja intensywnemu rozwojowi kultury. Miasto niestety coraz bardziej spełnia rolę sypialni większego sąsiada. Jest wprawdzie w Wejherowie Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko Pomorskiej, ale do niedawna była to jedyna w miarę atrakcyjna placówka z możliwościami wystawienniczymi. Sytuacja diametralnie zmieniła się w maju 2013, kiedy to oddano do użytku dość pokaźny gmach szumnie nazwany Filharmonią Kaszubską (oficjalnie siedziba Wejherowskiego Centrum Kultury). Budynek wzbudza wiele kontrowersji (według wielu opinii jest za duży jak na wielkość i możliwości miasta). Jedno jest jednak pewne, Wejherowo zyskało ciekawe przestrzennie miejsce do organizacji wielu imprez kulturalnych. Jedną z nich jest wystawa fotograficzna pn. Wejherowo… z innej perspektywy zaprezentowana w obszernym foyer budynku.

Z racji mojej długoletniej pasji fotograficznej nie omieszkałem zapoznać się z ekspozycją. Szczególnie, że mieszkam dość blisko. Na wystawę składa się kilkadziesiąt czarno-białych fotografii przedstawiających współczesne Wejherowo. I nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że wszystkie prezentowane prace są panoramami 180 stopni. Przed zwiedzającymi otwiera się więc zupełnie inna perspektywa postrzegania. Wiem z autopsji jak pracochłonne jest wykonywanie fotograficznych panoram, więc wysiłek autora jest tym bardziej godny szacunku.

Byłem mile zaskoczony dość dużą liczbą osób przybyłych na otwarcie wystawy. Mając w pamięci doświadczenia z podobnych imprez w Muzeum Miasta Gdyni (gdzie pracowałem w przeszłości), nie liczyłem na taką frekwencję. Podczas wernisażu nasunęła mi się jednak niezbyt wesoła refleksja. Fotografia jest bardzo popularna, a osób zajmujących się nią ciągle przybywa. Wśród tego grona znajdzie się niejeden oryginalny twórca, ale bez znajomości, sponsorów czy wsparcia finansowego nie zostanie dostrzeżony. Patrząc na dorobek wystawienniczy autora trzeba uznać, że to debiutant. Debiutant, któremu udało się „wypłynąć” na nieco szersze wody.


relacjonował i fotografował

Grzegorz Cezary Skwarliński
(artykuł pochodzi z portalu Wywrota.pl)
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wystawy

 

Krzysztof Romański – „Wszystkie żagle prowadzą do Gdyni”

12 lip

Istnieją trzy ideały piękna: kobieta w tańcu, rumak w galopie i fregata pod pełnymi żaglami (Honore de Balzac)

 

Fotograf powinien oglądać dużo zdjęć. Jest to jeden z elementów doskonalących warsztat. Też to robię, ale raczej stronię od albumów fotograficznych. Trudno powiedzieć dlaczego. Może ze względu na mnogość (wbrew pozorom) takich wydawnictw, może ze względu na cenę, a może ze względu na miałkość większości tego typu pozycji? Czasami jednak zdarza się, że trafiają do mnie tego typu publikacje. Z jakością bywa różnie. Coraz częściej mam wrażenie, że autorzy zdjęć zawartych w takich wydawnictwach albo mają dużo pieniędzy, albo znaleźli odpowiedniego sponsora (wydanie albumu nie należy do tanich przedsięwzięć), albo mają jakieś znajomości. Taki, ujmijmy to umownie, „nurt wspomagania”. Fotografie, jakie zobaczymy, w dużej mierze nie zachwycają (są wręcz przeciętne).

Przy pierwszym, pobieżnym zaznajomieniu się z albumem Wszystkie żagle prowadzą do Gdyni można dojść do błędnego wniosku, że pozycja zalicza się do wspomnianego wyżej trendu. Szczególnie, że autor jest związany zawodowo z Urzędem Miasta Gdyni. Jednak po bliższym poznaniu i poświęceniu odrobiny czasu na lekturę tekstu, towarzyszącego fotografiom, wyłania się zupełnie inny obraz. Obraz, który był już zauważalny w pierwszym albumie autorstwa Krzysztofa Romańskiego Gdynia – słoneczne miasto pod żaglami (wydanie 2010, przedstawiał zlot żaglowców The Tall Ships’ Races 2009). Obraz, który można zamknąć słowami: „duch żeglarstwa”.

Wszystkie żagle prowadzą do Gdyni to fotoreportaż (ponad 100 zdjęć) ze zlotu The Culture 2011 Tall Ships Regatta, który odbył się we wrześniu 2011 w Gdyni. Fotografie pokazują imprezę przez pryzmat jej najważniejszych momentów. Opowieść zaczyna się od chwili, kiedy pierwsze żaglowce wpływały do Gdyni. Powspominamy też paradę załóg i „las masztów” w porcie. Zobaczymy zdjęcia reportażowe przemieszane z krajobrazowymi oraz takimi, które można uznać za artystyczne (np. żaglowce o wschodzie słońca). Opowieść zakończy się paradą wszystkich jednostek pod pełnymi żaglami na morzu. Nie wszystkie zamieszczone w albumie fotografie są doskonałe pod względem kompozycyjnym, ale niosą ze sobą niepowtarzalny żeglarski klimat regat. Wrześniowe słońce też miało swój udział.

Obowiązki zawodowe autora pomogły w pewien sposób w uzyskaniu ciekawych fotografii (nie wszyscy chętni fotograficy mieli możliwość uczestniczenia w przedstawianym wydarzeniu z pokładu jednostki pływającej). Nie jest to jednak warunek konieczny do uzyskania interesujących zdjęć. Jak sam autor przyznał, w trakcie „wodowania” albumu fotograf jest jak myśliwy. Musi trafić w odpowiedni moment i oddać celny strzał. W publikacji mamy wiele takich „upolowanych” kadrów. Trzeba przyznać, że Krzysztof Romański jest dobrym „myśliwym”. Do tego dobrym obserwatorem.Niestety jest w książce kilka niedociągnięć w postaci nieostrych fotografii. Szczególnie jedno (ze strony 71) mocno zwraca uwagę swoją niedoskonałością. Nie wygląda to dobrze, a nie sądzę, by był to zamiar autora. Redaktor wybierający fotografie nie popisał się (chyba, że to błąd drukarni).

 

Grzegorz Cezary Skwarliński © 2012
(artykuł pochodzi z portalu Wywrota.pl)

Krzysztof Romański
Wszystkie żagle prowadzą do Gdyni
album fotograficzny
Oficyna Wydawnicza High Limit, Gdynia 2012
str.72, oprawa twarda

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek

 

Wojciech Nowicki „Dno Oka”

17 lut
„Fotografia nie jest związana z patrzeniem lecz z czuciem. Jeżeli nie czujesz nic w tym na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie patrząc na twoje zdjęcia cokolwiek odczuwali.” 
Don McCullin 
Nie zajmowałem się jak dotąd pisaniem recenzji książek. Skupiałem się na muzyce i pisaniu o niej. Wprawdzie kiedyś spróbowałem sklecić minirecenzję pewnej pozycji z kręgu literatury fantastycznej, ale ostatecznie porzuciłem zamiar. Przyznaję, że do wyrażenia opinii skłoniła mnie nie tylko zachęta redaktora prowadzącego. Tematyka książki miała także swój (i to niemały) udział. Nie jestem zawodowym fotografem i raczej nie będę. Nie jestem też zwolennikiem perfekcyjnej doskonałości w fotografii. Kiedy autor skupia się na technice, mam wtedy uczucie, że gdzieś ucieka mu to „coś”. Pisanie o takiej fotografii z pewnością nie byłoby zbyt interesujące. Wojciech Nowicki, autor Dna oka pisze o fotografii (o konkretnych fotografiach) zupełnie inaczej. Autor zaprezentował i opisał część zdjęć ze swoich zbiorów. Na pierwszy rzut oka niby nic wielkiego. Niektórych czytelników może nawet znudzić opisywanie poszczególnych obiektów.
W książce znajdziemy zdjęcia z ubiegłych wieków, fotografie całkowicie różne pod względem wykonania (w sepii, czarno-białe, autochromy) jak i tematyki. Zdjęcia wadliwe, pozowane, uszkodzone, dokumentalne. Do każdego obszerny esej, przywołujący kontekst historyczny, przedstawiający mniej lub bardziej domniemane motywy fotografujących i fotografowanych. Pan Wojciech rozumie, jak te zdjęcia działają i z czego są zrobione, i dopiero na tym fundamencie buduje całą opowieść. Wyłapuje szczegóły, które nie zawsze uda się zauważyć przy pierwszym kontakcie z daną fotografią. Stawia pytania i udziela odpowiedzi. Często zaskakujących. Do tego żongluje nazwiskami i opiniami nie tylko znanych mistrzów fotografii także tych już nieco zapomnianych. Takie podejście nie jest częste.
Czytam te przemyślenia i zachodzę w głowę jak autorowi udało się mnie wciągnąć w opisywane światy? Wydaje mi się, że uczę się patrzeć tak, jak autor. Jednak to on uczy mnie, daje mi wskazówki. Potem już sam widzę, sam wiem, sam odczuwam. Mówi się, że fotografia powinna bronić się sama. Po lekturze Dna oka nie jest to takie oczywiste, jakby mogło się wydawać.
Grzegorz Cezary Skwarliński © 2010
(artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Wywrota.pl)

Wojciech Nowicki
Dno oka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.
Okładka miękka, 184 str.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii recenzje książek